Ale urwał !
Nie czułem specjalnych emocji przed walką Włodarczyk-Fragomeni.
Dlaczego? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Pierwsze rundy też jakoś mnie nie emocjonowały. Jednak w przeciwieństwie do pana Jerzego Kuleja (pięściarz wybitny, komentator… hmm… bez komenatarza), wcale nie uważałem, że “Diablo” walczy słabo. I z każdą sekundą walki, chyba od trzeciej rundy, zaczynałem się nią bardziej emocjonować.
Fragomeni zadawało niezliczoną liczbę ciosów, ale na Polaku nie robiły żadnego wrażenia. Nawet po walce twarz Krzyśka wyglądła nieźle. “Diablo” za to mądrze zadawał jeden-dwa ciosy i cofał się. Ale te ciosy były piekielnie mocne i celne. Ile razy Włodarczyk zmieścił krótki sierp pod lewą rękę rywala? Chyba ze 20 razy. Te krótki sierpy – to był klucz do suckesu. Na korpus, na głowę – zrobiły swoje w szóstej rundzie. Polak kapitalnie zmylił Włocha, i lutnął ile fabryka dała prawym sierpem. Chyba tylko sam Fragomeni wie jakim cudem wstał. Jeśli to było dobre, to co powiedzieć o początku ósmej rundy? Włodarczyk zaczął ją od podbródkowego “ale urwał”, że zacytuję legendarnych już komentatorów zimowych wypadków. Głowa rywala niemal nie odpadła. Reszta była juz formalnością. Brawo!
W wadze junior ciężkiej nie ma chyba pięściarzy poza zasięgiem Włodarczyka. Unifikacja z średniakiem Marco Huckiem? A może trzecia walka z Cunninghamem? “Diablo” wreszcie pokazał, że w ringu nie tylko prze jak taran do przodu, ale i kombinuje. A oto chodzi w boksie. I błagam, zaklinam – żadnych walk z “no name’ami”. Szkoda zdrowia i kibiców.