Sportowo Blog
Just another WordPress.com weblog

cze
19

Uwag kilka po losowaniu drabinek Wimbledonu:

1. Radwańska

W I rundzie Węgierka Czink. Starsza o siedem lat. Nigdy ze sobą nie grały. Dziewczyna wysoka, czyli niezły serwis i leworęczna, co też bywa zdradliwe, ale bez przesady. Ranking 70. Generalnie Agnieszka powinna ją wciągnąć lewą dziurką od nosa, tak samo jak Craybas i Brianti w II rundzie oraz Errani/Coin/Santoję/Goworcową w III. Ale, że w tym sezonie z Agnieszką nic nie wiadomo, to może będzie walka na noże już w tych pierwszych rundach? Zobaczymy.

Patrząc dalej, właściwie można by powiedzieć – to wszystko już było. Kuzniecowa w czwartej albo Na Li – to już w Wimbledonie przerabialiśmy (zazwyczaj zwycięsko). No i niestety dalej w ćwierćfinale jest Serena. To też było. Spisek antypolski jak nic. Bez komentarza.

2. Kubot

Może być pięknie, bo w III rundzie wpada na Nadala – wreszcie otarłby się o historię tenisa, a poza tym wyobrażacie sobie co by było, gdyby kolana Nadala nie wytrzymały akurat w tym meczu? Ale najpierw trzeba wygrać z Blazem WHO? Kavcicem (ATP 122), a potem pewnie z Ernestsem BEAT FEDERER Gulbisem. Wbrew pozorom najtrudniejszy będzie ten pierwszy mecz, bo Łukaszowi gorzej gra się z presją faworyta (vide Roland Garros), niż w sytuacji, gdy czuje, że nic nie musi. A tak naprawdę, dla gracza, który od jakiegoś czasu ma problem z przejściem jednej rundy, sukcesem będzie awans II rundy.

3. Przysiężny

Ljubicić. Ciężko będzie. Potrzebny mecz życia plus słabszy dzień Chorwata.

4. Federer/Nadal

Federer:

I Falla – III Robredo – IV Melzer/Lopez – 1/4 Berdych/Dawidienko – 1/2 Roddick/Djoković/Cilić/Hewitt

Nadal:

I Nishikori – III Kubot :-) /Gulbis – IV Jużny/Isner – 1/4 Soderling/Ferrer/Baghdatis – 1/2 Murray/Verdasco/Tsonga

Ciężko właściwie coś powiedzieć, bo dopiero po kilku rundach będzie wiadomo, czy na trawie lepszy w tym roku jest Murray, czy Roddick albo jak gra Soderling albo Djoković i w jakiej formie będzie Cilić, Verdasco, Dawidienko. Na razie na remis.

PS. Debliści znów wygrali w Eastbourne!!! Brawo! Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali Brytyjczyków Colina Fleminga i Kena Skupskiego 6:3, 5:7, 10-8 w finale. To ich 11. tytuł w karierze. Zarobili po 11,1 tys. euro na głowę. Mam tylko nadzieję, że dalej nie będzie tak jak rok temu, czyli nie przegrają teraz w I rundzie Wimbledonu.

Znając życie turniej mężczyzn wygra R.Federer a kobiet któraś z sióstr Williams, ale gdyby tenis był tak przewidywalny to nie było by sensu jego oglądać.
Więc trzeba liczyć na niespodzianki niczym w trwających mistrzostwach świata w piłce, oraz na dobry występ naszych reprezentantów.

maj
17

Nie czułem specjalnych emocji przed walką Włodarczyk-Fragomeni.

Dlaczego? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Pierwsze rundy też jakoś mnie nie emocjonowały. Jednak w przeciwieństwie do pana Jerzego Kuleja (pięściarz wybitny, komentator… hmm… bez komenatarza), wcale nie uważałem, że „Diablo” walczy słabo. I z każdą sekundą walki, chyba od trzeciej rundy, zaczynałem się nią bardziej emocjonować.

Fragomeni zadawało niezliczoną liczbę ciosów, ale na Polaku nie robiły żadnego wrażenia. Nawet po walce twarz Krzyśka wyglądła nieźle. „Diablo” za to mądrze zadawał jeden-dwa ciosy i cofał się. Ale te ciosy były piekielnie mocne i celne. Ile razy Włodarczyk zmieścił krótki sierp pod lewą rękę rywala? Chyba ze 20 razy. Te krótki sierpy – to był klucz do suckesu. Na korpus, na głowę – zrobiły swoje w szóstej rundzie. Polak kapitalnie zmylił Włocha, i lutnął ile fabryka dała prawym sierpem. Chyba tylko sam Fragomeni wie jakim cudem wstał. Jeśli to było dobre, to co powiedzieć o początku ósmej rundy? Włodarczyk zaczął ją od podbródkowego „ale urwał”, że zacytuję legendarnych już komentatorów zimowych wypadków. Głowa rywala niemal nie odpadła. Reszta była juz formalnością. Brawo!

W wadze junior ciężkiej nie ma chyba pięściarzy poza zasięgiem Włodarczyka. Unifikacja z średniakiem Marco Huckiem? A może trzecia walka z Cunninghamem? „Diablo” wreszcie pokazał, że w ringu nie tylko prze jak taran do przodu, ale i kombinuje. A oto chodzi w boksie. I błagam, zaklinam – żadnych walk z „no name’ami”. Szkoda zdrowia i kibiców.

kwi
25

Jedni słabsi od drugich.Tym zdaniem po krótce można opisać, sezon najlepszej(czy napewno?) ligi piłkarskiej na świecie.

Czołowe drużyny co rusz potykają się jak na polskich drogach, a gracze obstawiający mecze u bukmacherów już chyba stracili zaufanie do jakiejkolwiek drużyny na Wyspach. Czy jest to spowodowane wzmocnieniami teoretycznych „chłopców do bicia”czy osłabieniami drużyn czołówki. Hmm,obstawiałbym jednak za tym drugim rozwiązaniem zagadki.

Po 36 kolejkach w walce  o najwyższą lokatę liczą się już tylko dwa zespoły, pierwsza w tabeli Chelsea i goniący ją Manchester United mający 2 punkty straty. Do mety zespół z Stamford Bridge czekają dwa pojedynki,ciężki mecz z Liverpoolem na wyjeździe i mecz u siebie z Wigan. Kluczowe znaczenie powinien mieć pojedynek na Anfield Road,gdzie L’pool będzie chciał zrekompensować sobie całkowicie nieudany sezon(7 miejsce).Wigan również pokonało Chelsea w pierwszym ich pojedynku w tym sezonie, a jak doświadczenie podpowiada w tym roku w lidze łatwych rywali nie ma.

Czerwone Diabły mają teoretycznie rzecz biorąc łatwiejszą drogę po tytuł gdyż na drodze stoją im niżej notowane zespoły Sunderlandu i Stoke,ale czy grając bez swego motoru napędowego Rooneya(26 bramek w lidze) Red Devils będą w stanie uporać się z potencjalnymi średniakami. Pytanie to jest racjonalne gdyż to od kontuzji Anglika zaczął się początek końca Manchesteru w tym sezonie.Nadzieja fanów spoczywa głównie w Nanim, który to jest w ostatnich meczach  w bardzo dobrej formie.

Sezon 2009/2010 do wielkich porażek mogą zapisać miliarderzy z Manchesteru City i bankruci z Liverpoolu, odpowiednio 6 i 7 w tabeli. Wielkie pieniądze w The Citzens nie przyniosły oczekiwanych skutków, zespołu nie udało się skonsolidować i zespół gra w kratkę, piękne wygrane przeplatając z głupimi porażkami.

Tak więc z czystym sumieniem mogę postawić hipotezę iż Liga Angielska straciła hegemonię  w Europejskiej Piłcę. Dowody? Nie tylko odpadnięcie Liverpoolu w fazie grupowej, Chelsea w jednej ósmej, a Arsenalu i Manchesteru w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, chociaż w ostatnich latach przywykliśmy do intensywniejszej obecności angielskich zespołów w najlepszej ósemce i najlepszej czwórce Champions League.

Analizując składy Angielskich zespołów również można odnieść takie wrażenie. W tym sezonie Premier League straciła Ronaldo i Xabiego Alonso, wcześniej osłabiło ją m.in. odejście Henry’ego, za kilka miesięcy wyjadą zapewne Fabregas i Mascherano. Najlepszy piłkarz świata ani myśli ruszać się z Barcelony, oferty z Anglii odrzucali Kaka, Ribery, Benzema czy David Villa, nie grają tu Iniesta, Xavi, Ibrahimović czy Eto, a miejscowe gwiazdy – jak Lampard, Ferdinand, Terry, Cole czy Essien – stopniowo się starzeją, mają kłopoty ze zdrowiem lub z aferami w życiu osobistym.W klubach coraz częściej brakuje pieniędzy z powodów długów,a skład np Czerwonych Diabłów nie zapowiada zbyt dużych rokowań na przyszłość. Po odejściu Giggsa,Scholesa,Neville’a. czy Van Der Sara w składzie powstanie duża luka, a czy wychowankowie formatu Gibson będą w stanie ją załatać? Śmiem szczerze wątpić.Istnieje nadzieja że Ferguson da szansę gry takim graczom jak Gabriel Obertan,który przed przyjściem do Man Utd był jednym z największych talentów w Europie.Niestety podobnie było z grą Andersona który okresu na Old Trafford zdecydowanie nie będzie miło wspominał. Jednakże „Fergiemu” udawały się transfery typu Cristiano Ronaldo więc fanom Red Devils pozostało wierzyć w geniusz Szkota.

No dobra. Mocno wierzę, że znajdziecie wystarczająco dużo kontrargumentów, by uśmierzyć mój niepokój.Przyszły sezon powinien dać nam odpowiedź przynajmniej na część nurtujących nas pytań.

kwi
19

Chciałbym stanąć w obronie Łukasza Fabiańskiego. Chciałbym, ale nie mogę, bo na bezkres jego żałosnych interwencji, składa się wyłącznie jego nieporadność. Jeszcze niedawno, bramkarze byli powodem do dumy, na polskim piłkarskim grzęzawisku pełnym pułapek. Łukasz przyczynił się do upadku tego przesadzonego argumentu, który wytaczali obrońcy rodzimej myśli szkoleniowej.

Kryzys formy Boruca, można skatalogować przy pomocy szkockich i polskich brukowców. Jego boiskowe szmaty, były ściśle związane z nadmiarem pozaboiskowych problemów. Telenowela z udziałem Artura osłabła, zajął się przypominaniem, jak to kiedyś wielkim bramkarzem był. Kryzys Fabiańskiego, skatalogujemy przy pomocy YouTube. Jego nie trapi wewnętrzny konflikt osobisty. Czuje się bezsilny wobec ciemności, która notorycznie go ogarnia w ważnych dla Arsenalu meczach. Nie daje rady unieść ciężaru, który od czasu do czasu Wenger zrzuca na jego barki.

Jednak winą za dawanie mu kolejnych szans, na poprawę wizerunku w oczach kibiców, trzeba obarczyć właśnie Arsene’a Wengera. Nie powinien na konferencjach prasowych umniejszać problemu, który niewątpliwie istnieje, i który odbija się rykoszetem na całej drużynie. Fabiański musi odpocząć. W innym klubie, w innej atmosferze. Zdaję sobie sprawę, że chroniąc Łukasza, Wenger tworzy zasłonę dymną dla pozostałych swoich podopiecznych. Lecz czym tak naprawdę jest ta ochrona, skoro jej efekty są beznadziejne? Czas na wyciągnięcie konsekwencji, z kolejnych bramkarskich błędów Polaka, dawno minął. Po meczu z Porto, a może nawet wcześniej, większość z nas wiedziała, że z tej mąki chleba nie będzie. On tam nie pasuje, nie radzi sobie. Jest to na tyle oczywiste, że oczekiwałam, iż wnioski z wcześniejszych lekcji, sztab szkoleniowy Arsenalu wyciągnie. Nie zrobili tego, i tak jak stracili szanse na finał Pucharu Anglii, po błędach Łukasza w meczu z Chelsea, tak teraz ostatecznie pogrzebali nadzieję na upragniony tytuł mistrzowski. A wystarczyło przecież zaryzykować w inną stronę. Nie mieli nic do stracenia, mimo tego znowu postawili na Fabiańskiego.

Ekstraklasa była za ciasna dla talentu Polaka. Odszedł. Wydawało nam się wtedy, że bramkarz Legii rozpoczął coś nowego. Coś co doprowadzi do erupcji jego możliwości, a swoimi sukcesami, zbliży się do dorobku kolegi po fachu, Jurka Dudka. Nic takiego nie miało miejsca. Łatwo byłoby zwalić odpowiedzialność za marnotrawstwo jego potencjału na klub. Ale przecież Arsenal, słynie z pomagania w piłkarskim dorastaniu zawodnikom. Dostawał szansę, dostawał niezbędne wsparcie, mógł się szkolić u boku najlepszych. Wbrew logice, wciąż grał i męczył się. Czemu w takim razie te nauki nie dały rezultatu? Albo dały mizerne? Musi stanąć przed lustrem Łukasz Fabiański, i odpowiedzieć bardzo szczerze sobie samemu. Znalazł się w impasie. Nie jest mu bliżej do żadnej z opcji, bo nie wie, gdzie leży przyczyna jego osobistej porażki. Dlatego nie uczy się na własnych błędach, kolekcjonuje klopsy, które chętnie wyśmiewają kibice. On nie ma żadnego pomysłu, jak naprawić to, co tak sukcesywnie psuł. Na początek musi odejść z Arsenalu. Skupić się na kształcie, jaki ma przybrać jego przyszła kariera. Na początek musi rzetelnie ocenić wszystko, czego dokonał i nie dokonał w Londynie. Później będzie już tylko lepiej.

mar
14

To zemsta prezesa związku. Zasłużyłem na wyjazd – skarżył się snowboardzista Mateusz Ligocki,którego miało zabraknąć na igrzyskach olimpijskich w Vancouver.

- Gołym okiem widać, że ja jestem jak mercedes, a Maciek jak maluch. Jasne, ten mercedes nie jest w stu procentach sprawny, bo jest po kontuzji, a maluch jest w treningu. Ale maluch jeszcze nie jest gotowy na prawdziwy rajd – mówił Ligocki o swoim koledze  z reprezentacji Maćku Jodko.

W ostatniej chwili Ligocki został jednak dokoptowany do składu reprezentacji.Więc voilà nasz Mercedes mógł pokazać swe wielkie umjejętności i zdobyć medal dla Polski.

Niestety odpadł On już w 1/8 finału,podobnie jak Jodko.Ostatecznie Jodko zajął 28. pozycję, zaś Ligocki 29.

Nie chcę być złośliwy, ale wydaję mi się, że celem dla niektórych w ekipie snowboardowej było zakwalifikowanie się do reprezentacji narodowej i nic poza tym-mówił prezes PKOL Piotr Nurowski.

Obrażony jest Mateusz Ligocki. Znienawidził ojczyznę, bo ojczyzna się wypięła na jego „popisy” w Vancouver. Czy będzie jeszcze reprezentować Polskę? Z jego słów wynika, iż zamierza pozbierać zabawki, i wynieść się do innej piaskownicy. Jakiej? Tego już nie zdradza, urażona duma Ligockiego domaga się natychmiastowej zmiany barw narodowych. Będzie szkoda, wszak tyle madali olimpijskich dla naszego kraju wywalczył…

Mateusz Ligocki puścił w eter pogłoskę o rezygnacji z reprezentowania Polski po to, by dopiec prezesowi Nurowskiemu, który go krytykował, albo z zemsty za narodową hucpę pod jego nazwiskiem, gdy kompletnie zawalił swój start. Trzecia możliwość skłania do tego, by uwierzyć, iż Ligocki rzeczywiście chce na następnych IO występować pod inną flagą. Jak zwał tak zwał. Wyczuwam w tym zachowaniu desperację. Niczym chłopczyk, któremu mamusia w supermarkecie nie kupiła zdalnie sterowanego samochodziku, i jeszcze go skarciła. Na swój „samochodzik” Ligocki nie zasłużył, i słusznie wraz z resztą rodziny został potępiony za katastrofalne występy w Vancouver. Ja na jego miejscu zakopałabym się pod ziemię, gdybym na tak ważnej imprezie, po tak buńczucznych deklaracjach, totalnie zawiodła. Podatnicy płacili przez cztery lata na jego przygotowania, mieli prawo liczyć, że nie zajmie jednego z ostatnich miejsc w snowcrossie.

Jego kuzynka, Paulina Ligocka wypowiedziała przed olimpiadą dumne słowa. „To zaszczyt reprezentować Polskę na IO. Zrobię wszystko, żeby wypaść jak najlepiej”. Było nie było, to rodzina. Domniemam, że w rodzinie poglądy mogą być podobne? Albo inaczej- czy poglądy mogą ewoluować pod wpływem okoliczności? Druga wersja świadczyłaby o niedojrzałości osoby, która do owych stwierdzeń się posunęła. Nie mam na razie wiedzy, świadczącej o tym, iż Paulina Ligocka też chce zmienić barwy narodowe, ale jeśli i ona za jakiś czas wyskoczy z pomysłem a’la kuzyn Mateusz, nie omieszkam całkowicie zwątpić w wiarygodność rodzinki.

Gdyby jęzor czasem można było odciąć, Janusz Palikot nie miałby pożywki z prawyborów, albo Carla Bruni nie udzielała podejrzanych wywiadów w „Sky News”, Jarosław Kaczyński nie opowiadałby o wczasach w Egipcie, a Didier Drogba nie zaintonowałby po meczu swojego słynnego „fucking disgrace”. Ale nie można, i w ten sposób taki Mateusz Ligocki urządza sobie doświadczenia, które niekoniecznie wpływają korzystnie na postrzeganie jego reputacji, i tak już mocno nadszarpniętej. Wyjścia ma dwa- zniknąć z mediów całkowicie, zaszyć się, trenować, i nie gębą a swoimi wyczynami na desce udowodnić, że pomyliliśmy się co do niego. Drugie wyjście, to kwestia wiarygodności. Może dotrzymać słowa i zacząć reprezentować- jak to interesująco ujął- „bogaty kraj”, którego nazwy nie znamy póki co. Jeśli jednak liczył, że jedno z ostatnich miejsc obliguje go do pochwał, nieustannego wlewania wody do dziurawego wiadra, był w wielkim błędzie. Świadom tego niech podejmie decyzję najlepszą, i da nam wszystkim święty spokój.

mar
10

Piłkę kopano od najdawniejszych czasów. Można się spierać, czy pierwsi zabawiali się nią starożytni Chińczycy, Japończycy czy Egipcjanie. Wiemy, że czas umilano sobie kopaniem zarówno w antycznej Grecji jak i Rzymie, piłkę znali Aztekowie, Inkowie oraz Majowie, nie brzydzili się nią także cywilizowani Europejczycy.

Anglia – kolebka futbolu

Podwaliny pod rozwój nowoczesnego futbolu położyła jednak Anglia. W wieku XVII oraz XVIII stanęła ona u szczytu swego rozwoju militarnego, umysłowego a zwłaszcza przemysłowego.Klasa robotnicza stała się najliczniej reprezentatywną warstwą społeczną – to właśnie tutaj football był najpopularniejszy, ale nie gardzili nim studenci i ludzie wykształceni. W początku XIX wieku do coraz liczniej powstających szkół publicznych (m.in. Harrow, Eton, Charterhouse, Winchester, Westminster, Shrewsbury) ów dyscyplinę wprowadzono do programów szkolnych. Futbol w tych szkołach przybierał różne formy – z czasem uwydatniał się szkielet przepisów dotyczących gry w futbol – każdy inny w poszczególnej szkole. By móc rozgrywać międzyszkolne mecze postanowiono ujednolicić przepisy. Próby takiej dokonano w roku 1846, jednak czas pokazał, że football iść musiał w dwu różnych kierunkach: piłkę nożną, gdzie głównym postulatem był zakaz łapania piłki rękami, oraz rugby, które bliższe było tradycyjnym metodom gry.

24 października 1857 roku jeden z istniejących już wtedy klubów futbolowych ogłosił „Rules & regulations” dotyczących zasad gry w piłkę – jedna z nich mówiła, iż piłki nie można dotykać rękami. Był to klub powstały w 1855 roku w górniczym miasteczku – Sheffield i nazywał się Sheffield Football Club. Siłą rzeczy, jest to najstarszy piłkarski klub na świecie. Datę tę uznaję za oficjalny początek piłki nożnej.

20 lipca 1871 sekretarz generalny The F.A. zaproponował rozgrywki dla wszystkich klubów zrzeszonych w związku pod patronatem The F.A.. Tak narodziły się najstarsze narodowe rozgrywki piłkarskie na świecie – The F.A. Cup. W pierwszym sezonie wzięło udział 15 klubów. W finale tych rozgrywek Wanderers zwyciężyli Royal Engineers 1-0 przy liczbie 2,000 widzów.

Mistrzostwa Wielkiej Brytanii

W roku 1872 powstała druga futbolowa federacja świata – federacja szkocka, i jeszcze tego samego roku w Glasgow rozegrano pierwszy historyczny mecz międzypaństwowy Szkocja-Anglia. Nikt wówczas nie strzelił gola, jednak tradycją już zostało, że rok w rok te dwa najstarsze reprezentacje świata potykały się raz w Anglii, a powtórny raz na ziemi szkockiej. W kolejnym sezonie Anglicy odnieśli swój pierwszy w historii tryumf w meczu reprezentacyjnym (wygrali ze Szkotami 5:4), jednak rok później polegli 1:2. W 1879 do potyczek tych przyłączyła się Walia, a w 1882 Irlandia Północna.

Te cztery kraje brytyjskiej Korony postanowiły rozegrać między sobą Mistrzostwa Wielkiej Brytanii (British Championship). Zaprzestano meczów towarzyskich i kibice zaczęli entuzjazmować się owymi elitarnymi rozgrywkami, które ruszyły w roku 1884. W grupie czterech zespołów rywalizował każdy z każdym bez rewanżów, punktując za zwycięstwo dwa oczka, za remis zaś jeden. Pierwszym mistrzem Wysp została w 1884 reprezentacja Szkocji i – bez cienia przesady – można ją nazwać pierwszym piłkarskim teamem świata…

1888-1900 Pierwsza liga piłkarska

W lipcu 1885 w futbolu angielskim wprowadzono zawodowstwo, a Wiliam McGregor (na zdjęciu), jeden z członków zarządu klubu Aston Villa, zaczął namawiać działaczy największych klubów, by utworzyć zawodową ligę piłkarską.

17 czerwca 1888 roku w hotelu Royal w Manchesterze spotkali się przedstawiciele 12 klubów: Accrington, Bluckburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Derby County, Everton, Notts County, Preston North End, Stoke City, West Bromwich Albion, Wolverhampton Wanderers i właśnie Aston Villa. To właśnie one utworzyły najstarszą ligę piłkarską na świecie, a McGregorowi powierzono funkcję jej prezesa. Wiliam sprzeciwiał nazwaniu jej ligą angielską, gdyż miał nadzieję, że wkrótce przyłączą się do niej kluby szkockie. Pomylił się, lecz wymyślona przez niego liga ruszyła już we wrześniu 1888, i to za poparciem The FA. Dniem rozgrywek ligowych (przez 84 lata!) była wyłącznie sobota.

Tymczasem pierwszą ligową bramkę strzelił Jack Gordon z Preston North End, a jego zespół przez wszystkie 22 mecze sezonu nie znalazł pogromcy. Najjaśniejszym punktem drużyny był center napadu Johnny Goodall (ur. 1863), 14-krotny reprezentant Anglii, jej kapitan w latach 1891-95, uważany do dziś za pierwszą wielką gwiazdę The Football League. W tym pionierskim sezonie 1888/89 zdobył z klubem Mistrzostwo Anglii, ponadto Puchar Anglii, a sam z 21 bramkami został królem strzelców! W kolejnym sezonie Preston udaje się obronić tytuł, ale Goodall żegna się z zespołem i przechodzi do Derby County, gdzie zostaje jego kapitanem.

1900-1914 Pierwsi mistrzowie olimpijscy

W każdym dobrym opracowaniu poświęconym historii piłki nożnej znajdziemy informację, że w 1900 roku po raz pierwszy futbol zagościł na olimpijskiej arenie. Rzeczywiście, już na drugiej olimpiadzie w Paryżu wśród olimpijskich dyscyplin znalazła się piłka nożna. Wciąż jednak wielu historyków sportu odnosi się do tego faktu z dystansem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: w turnieju tym wzięły udział tylko… 4 drużyny, z czego 2 nie zostały nawet uwzględnione w końcowej klasyfikacji. Także sędziowanie pozostawiało wiele do życzenia. Mecz pomiędzy drużyną Frankfurtu nad Menem i Francją przedłużony został o 20 minut, dzięki którym gospodarze zdołali odrobić kilkubramkową stratę i wygrać spotkanie. Ostatecznie pierwsze miejsce wywalczyła Wielka Brytania (reprezentowana przez FC Upton Park z Londynu), drudzy byli Francuzi (Union Fran?aise de Sports Athlétiques). Poza klasyfikacją znale?li się Niemcy i Belgowie, gdyż uznano, że reprezentowali oni kluby, a nie barwy narodowe. Turniej rozgrywany w 1904 roku w St. Louis także nie cieszył się z dużym zainteresowaniem. Nie wzięła w nim udziału żadna drużyna ze Starego Kontynentu. Powód był prozaiczny – wysokie koszty podróży przez Atlantyk. Rozegrano tylko pokazówkę, gdzie miejscowy St.Rose of St.Louis przegrał z kanadyjskim Galt F.C.

Tymczasem w Paryżu, dokładnie 21 maja 1904 roku, związki z siedmiu państw (Francja, Belgia, Dania, Holandia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria) założyły The Fédération Internationale de Football Association (FIFA), czyli Międzynarodową Federację Piłki Nożnej, a jej pierwszym prezydentem został Francuz Robert Guerin. W roku 1905 do FIFA wstąpiła angielska The F.A., a rok później jej drugim prezydentem został Anglik, Daniel Burnley Woolfall. W ten sposób uznano prym Wyspiarzy w światowym futbolu. Oczywiście korzyść z tego była obopólna – pozostali członkowie FIFA uczyli się futbolu z samego żródła!

W 1908 w Londynie futbol oficjalnie zagościł na olimpijskiej arenie. I amatorzy z Wielkiej Brytanii, których prowadził kapitan John Vivien Woodward, potwierdzili że futbol brytyjski jest najlepszy na świecie. Na inaugurację turnieju rozgromili Szwecję aż 12:1, a w półfinale rozjechali Holandię 4:0! W finale, z Danią, pierwszego gola zdobył Chapman (20 minuta), a na początku drugiej połowy wynik ustalił Woodward i Brytyjczycy zostali pierwszymi mistrzami olimpijskimi! Cztery lata póżniej, na Igrzyskach Olimpijskich w Sztokholmie, Woodward i spółka znowu są bezkonkurencyjni. W ćwierćfinale z Węgrami sześć(!) goli zdobył Harold Walden, a Wielka Brytania wygrała 7:0. Półfinał z Finlandią był formalnością (4:0), a finał, znowu nad Duńczykami, wygrali 4:2 (Hoave 2, Berry, Walden). Vivien Woodward to pierwszy tak powszechnie znany w świecie piłkarz. Był zdecydowanie najlepszym graczem od czasów samego Steve’a Bloomera. Kończąc swą karierę w reprezentacji zawodowców 13 marca 1911 roku meczem z Walią (3-0) miał na swoim koncie 29 goli w 23 meczach – a więc więcej niż sam Bloomer! Dodając do tego 44 gole w 39 meczach reprezentacji amatorów dostajemy zawrotną liczbę 73 goli – nikt wówczas nie mógł pochwalić się większym reprezentacyjnym dorobkiem! W czerwcu 1914, przeciwko Szwecji (5:1), Woodward rozegrał swój ostatni mecz i strzelił swą ostatnią bramkę dla reprezentacji. Jeszcze tego samego miesiąca w Sarajewie w zamachu zginął austriacki następca tronu arcyksiążę Ferdynand z małżonką i był to główny powód wybuchu Wielkiej Wojny. Trwała ona cztery lata i nazwano ją pierwszą wojną światową. W roku zakończenia wojny (1918) zmarł prezydent FIFA Woolfall a niedługo po tym Anglia weszła w konflikt z FIFA dotyczący rozgraniczenia zawodowców i amatorów. Skończył się on wystąpieniem wszystkich krajów brytyjskich z tej organizacji i ich zatopieniem w błogim splendid isolation

1923-1930 Urugwaj – pierwszy mistrz Świata

W latach 1923-24 swój czwarty i piąty tryumf w Copa America zanotowali piłkarze Urugwaju. Trzon drużyny stanowili piłkarze, którzy zadebiutowali w 1923 roku. A więc fenomenalny stoper José Nasazzi, bajeczny pomocnik José Andrade oraz niezwykle bramkostrzelna para napastników: Pedro Céa i najmłodszy z towarzystwa, 18-letni Pedro Petrone.

Urugwaj – mistrz olimpijski (1924)

Tak zestawiona drużyna Celestes, wzmocniona legendarnym Angelo Romano (jedyny który jako piłkarz zdobywał Copa America pięciokrotnie!) oraz Hectorem Scarone (najlepszy strzelec kadry) udała się w 1924 roku – jako pierwsza drużyna z Ameryki Południowej – do Europy. Celem była olimpiada w Paryżu. I tam nieznani nikomu południowcy zrobili prawdziwą furorę! Ograli Jugosławię (7:0), USA (3:0), Francję (5:1), Holandię (2:1), a w finale Szwajcarię (3:0). W tym ostatnim spotkaniu gole strzelali: Pedro Petrone, Angel Romano oraz Pedro Céa. Ten ostatni z sześcioma bramkami został królem strzelców imprezy, a najlepszym graczem paryska prasa obwołała José Leandro Andrade, nazywając go „czarnoskórym wirtuozem”. Ursusi objawili Europie nieznany futbol – szybki, finezyjny, oparty na krótkich podaniach, grze ciałem i nienagannym dryblingu. Tym jednym turniejem rozkochali Paryż w futbolu…

Na kolejnych igrzyskach w Amsterdamie (1928) pojawiły się dwie reprezentacje południowe: obrońcy trofeum – Urugwaj oraz Argentyna. Drużyny te spotkały się w ścisłym finale, który rozegrany 10 czerwca nie przyniósł rozstrzygnięcia (1:1).Trzy dni później mecz powtórzono. Pierwszego gola dla Urugwaju zdobył Roberto Figueroa, lecz szybko wyrównał Luis Monti. Tuż przed końcem celnie strzelił jednak Hector Scarone i, jak się okazało, był to gol dający Urugwajowi drugie mistrzostwo olimpijskie.
Jeszcze tego samego roku, podczas olimpiady w Amsterdamie, prezydent FIFA Jules Rimet zwołał kongres przyznający Urugwajowi właśnie prawo organizacji pierwszych, historycznych Mistrzostw świata, oczywiście pod egidą FIFA.

Urugwajczycy nie ulękli się nawet krachu na giełdzie nowojorskiej w 1929. W ekspresowym tempie wznieśli reprezentacyjny Estadio Centenario. Niestety, turniej nie miał najsilniejszej obsady: brak krajów brytyjskich, w tym uważanej za największą potęgę futbolu  Anglię oraz wspaniałego austriackiego Wunder Teamu(zawodowstwo w Austrii już od 1925!). Faworytów wśród 13 występujących państw widziano w Urugwaju i Argentynie  najlepszej w Copa America w 1927 i 1929 (pokonała tam … Urugwaj 2:1). Tuż przed turniejem gospodarze doznali osłabienia  za opuszczenie zgrupowania usunięto z drużyny dwukrotnego mistrza olimpijskiego, bramkarza Andrésa Mazalego, choć chciał on tylko zajrzeć do swego domu.

W finale 30 sierpnia 1930 roku spotkały się właśnie Urugwaj i Argentyna. W obu krajach wywołało to niesłychane emocje i napięcie bliskie wojnie. Dla sąsiadów zza miedzy przeznaczono 20 tysięcy biletów, co było powodem oburzenia w Buenos Aires. Podniosły się okrzyki zwycięstwo albo śmierć!?. Pierwsza połowa należała do Argentyńczyków (2:1), lecz podbudowani spokojną przemową swego kapitana José Nasazziego . Ursusi panowali w drugiej połowie niepodzielnie. I to oni zdobyli Puchar Rimeta.

Szkielet drużyny, która zdobyła tytuł pierwszego mistrza świata stanowili mistrzowie olimpijscy z 1924 i 1928 roku: obrońca José Nasazzi, pomocnik José Leandro Andrade oraz napastnicy:  Hector Starone i  Pedro Céa .

URUGWAJ: Ballestrero  Nasazzi, Mascheroni  Andrade, Fernandez, Gestido  Dorado, Scarone, Castro, Cea, Iriarte.

Wicemistrzami świata zostali wicemistrzowie olimpijscy z Amsterdamu (1928): Fernando Paternoster, Juan Evaristo, Luis Monti, a najlepszym graczem imprezy wybrano króla strzelców  Guillermo Stabile, który był odkryciem tych mistrzostw.

mar
08

Druga wiosenna kolejka przyniosła nam całą serię sensacyjnych wyników. Wystarczy napisać, że z pierwszej czwórki trzy zespoły przegrały swoje mecze!


- Z  każdym da się wygrać, tylko trzeba tego chcieć i dać z siebie wszystko – mówili przed meczem piłkarze Arki, którzy mierzyli się z krakowską Wisłą. I udowodnili, że mistrza da się pokonać! Wygrali w Krakowie 1:0. I w ten oto sposób Wisła ma poniesione już dwie porażki na rundę wiosenną , a forma w jakiej są zawodnicy nie napawa optymizm fanów  Białej Gwiazdy .  Gola dla Arki zdobył ich nowy nabytek , Kongijski piłkarz z obywatelstwem Holenderskim Joel Tshibamba .

W drugim piątkowym meczu Korona Kielce po dość monotonnym meczu pokonała Polonie Bytom 1-0,po 2 na wiosne golu stopera gospodarzy Pavola Stano.A mogło być inaczej, bo Polonii należał się rzut karny. Ale sędzia Siedlecki nie widział ewidentnego faulu Stano na Macieju Bykowskim.

Po 32 wyjazdowych meczach bez zwycięstwa Jagiellonia Białystok przełamała fatalną passę. Szczęśliwe dla Jagi okazało się boisko we Wrocławiu, gdzie już od pierwszej minuty dominowała jedna drużyna.Gole dla Jagi strzelili Jarosław Lato oraz Remigiusz Jezierski , honorową bramkę dla Śląska strzelił Piotr Celeban.

Lech Poznań wygrał z Cracovią i do liderującej Wisły Kraków traci zaledwie 2 punkty. „Kolejorz” jest na fali.Mecz jednak dla Poznaniaków rozpoczął się fatalnie gdyż już w 20 minucie meczu cały stadion w osłupienie wprawił Suvorov, strzelając obok bezradnego Burića.Trzy minuty później do wyrównania doprowadził Siergiej Krivets, wykańczając bardzo dobre podanie Sławomira Peszki.W 38. minucie Sławomir Peszko przegrał sytuację sam na sam z Cabajem, piłka jednak tak niefortunnie odbiła się od jednego z obrońców, że spadła pod nogi Lewandowskiego. Temu nie pozostało nic innego jak tylko wpakować piłkę do pustej bramki.W 64 minucie Sławomir Peszko dośrodkował w pole karne Cracovii. Piłka nabrała tak dziwnej paraboli lotu, że wpadła do bramki!Po spotkaniu w Poznaniu zapanowała istna euforia. 6 strzelonych bramek i zaledwie 1 stracona – to bilans „Kolejorza” na wiosnę. Strata do Wisły Kraków to już tylko 2 punkty.

W Gdańsku Lechia grała z Polonią Warszawa. Oba zespoły chciały wywalczyć pierwszy komplet punktów na wiosnę.Mecz nie stał na wysokim poziomie a obie drużyny podzieliły się punktami.Lechia zajmuje wysokie 6 miejsce w tabeli i wydaje się że do końca sezonu utrzymają się w środku tabeli.Gorzej wygląda sytuacja Czarnych Koszul którzy są przedostatni w tabeli i czeka je zacięty bój o pozostanie w ekstraklasie .

W ostatnim sobotnim meczu, w zimowej atmosferze, Ruch Chorzów niespodziewanie przegrał z Zagłębiem Lubin.Bohaterem spotkania został snajper miedziowych Ilian Micanski który po wejściu na murawe w roli rezerwowego strzelił oba gole . Na domiar złego dla Chorzowian  groźnej kontuzji(zmiażdżenia kości jarzmowej twarzy) doznał najlepszy snajper Niebieskich Andrzej Niedzielan i najprawdopodobniej na wiosnę go już nie ujrzymy .

Legia Warszawa niespodziewanie przegrała 0:1 z ostatnią w tabeli Odrą Wodzisław, po bramce Piotra Piechniaka w 45 minucie spotkania.Bohaterem został nie kto inny jak bramkarz-skandalista Arek Onyszko który był zaporą nie do przejścia dla Wojskowych.Po tej porażce Legia zamiast objąć fotel lidera traci do Wisły 2 punkty, natomiast z jej przewagi nad Lechem nie pozostało absolutnie nic!

W ostatnim meczu 19 kolejki Piast Gliwice uległ u Siebie Gksowi Bełchatów 1:2.Bełchatowianie kontrolowali mecz od początku.W 33 minucie pięknym uderzeniem z około 30 metrów popisał się Patryk Rachwał ściągając pajęczyne z okienka Gliwickiej bramki.Wynik podwyższył …Gol,Janusz Gol który wykorzystał koszmarny błąd Rafała Kwapisza bramkarza gospodarzy.Bramkę na osłodę strzelił w 93 minucie Paweł Gamla po błędzie Mate Lacicia. Za tydzień Górniczy klub czeka jednak trudna przeprawa z będącym na fali Lechem.

mar
04

Polska reprezentacja pokonała w towarzyskim meczu reprezentacje Bułgarii 2-0 .

Mecz rozegrano na stadionie Warszawskiej Poloni , którego stan murawy pozostawiał sporo do życzenia.                                              Gole dla reprezentacji strzelili K.Błaszczykowski oraz R.Lewandowski .

Oceny po meczu :

T.Kuszczak – 6.5 – Kolejny mecz w reprezentacji w którym Tomek nie był zbyt pewnym punktem drużyny.Po jednej z nieudanych interwencji piłka minimalnie minęła słupek . Poza tym 2-3 pewne interwencje.Takimi meczami gracz Manchesteru pewnej pozycji w bramce nie zdobędzie.

M.Kowalczyk-6- Dużo błędów technicznych,niedokładne dośrodkowania , mało włączeń się do ataku.W obronie w miarę poprawny występ.Usprawiedliwieniem może być to iż liga Rosyjska jeszcze nie ruszyła.

M.Żewłakow-7-Pewnie sterował obroną,zdarzyła mu się pojedyncza wpadka przez którą było groźnie pod naszą  bramką. Jednak jeśli będzie regularnie grał w klubie to może do Euro dotrwa w pierwszym składzie reprezentacji.

K.Glik-8-Pewny w interwencjach,nieustępliwy. Grał pewniej niż doświadczony partner z środka defensywy,a poza tym kilkakrotnie udanie wyprowadził piłkę .Rośnie nam kawał defensora.

D.Dudka-7- W kilku sytuacjach wyszło nieogranie w klubie,ale na plus Darkowi trzeba zapisać akcje ofensywne.Po jednej z nich był o krok od zdobycia bramki.Jeśli znajdzie klub to zdaje się być pewnym punktem kadry Smudy.

R.Murawski-8- Zdecydowanie nie wyglądało że jest dopiero w okresie  przygotowawczym do sezonu. Dużo biegał,przerywał akcje rywala.A jedno z jego uderzeń w pierwszej połowie wylądowało na słupku Bułgarskiej bramki.

S.Peszko-5- Miotał się po boisku ,  nie mógł znaleźć dla Siebie miejsca.Oddał jeden bardzo niedokładny,nieprzygotowany strzał.Najgorszy gracz polskiej kadry.

R.Majewski-5,5- Zbyt mało pod grą, jak na gracza który miał sterować drugą linią.Piłka w grze mu przeszkadzała, kilkakrotnie źle ją przyjmował.Jedna udana akcje po wyjściu z kontry,to zdecydowanie za mało jak na poziom reprezentacji .

L.Obraniak-7-Mimo gry z przeziębieniem występ udany.Sterował poczynaniami środka pola,kilkakrotnie wziął na siebie ciężar gry.Zszedł z boiska z powodu urazu.

J.Błaszczykowski-8,5- Gol,asysta.Poza tym kilkakrotnie groźnie było gdy Kuba był przy piłce, jednak miał też przestoje w grze,a koło 70 min już opadł z sił.Mimo wszystko gracz meczu.

R.Lewandowski-8-Doskonale uzupełniał się z Kubą Błaszczykowskim,asystował przy pierwszym golu, a drugą bramkę sam strzelił atomowym uderzeniem . Miał kilka gorszych fragmentów meczu  ale wypowiedź Smudy iż był to jego słaby występ była jednak zbyt surowa.

T.Jodłowiec-7-Grał od 59 min na pozycji defensywnego pomocnika,  dobrze się tam sprawdził.Nie tracił piłek, przerywał ataki rywala.

M.Rybus-7-Wszedł już na początku drugiej połowy za Majewskiego i spisał się dużo lepiej.Oddał groźny strzał, wyraźnie rozruszał poczynania naszych zawodników z przodu.

M.Iwański-8-Od drugiej połowy zdecydowany lider środka pola.Mądrze rozdzielał piłki,bardzo dobrze dośrodkowywał ze stałych fragmentów gry.Najlepszy dotychczas występ Maćka w kadrze.

Nowak , Małecki,Sadlok - Grali za krótko.

Budowa zespołu na Euro 2012 zapowiada się mozolna. Cieszyć może głównie powrót do formu Kuby Błaszczykowskiego, który w formie jest w stanie zaskoczyć każdą defensywę świata.

mar
02

Do Kanady wyjechało 47 Polskich sportowców , o jednego więcej niż przed 4 laty w Turynie .

Prezes PKOL Piotr Nurowskił przed wylotem do Vancouver mówił, że chciałby, aby polscy sportowcy zdobyli w igrzyskach przynajmniej dwa krążki.

Już pierwszego dnia zawodów połowę ambicji prezesa spełnił nasz Orzeł z Wisły , który po pięknych skokach zdobył srebny medal a po kilku dniach dorzucił do swej bogatej kolekcji kolejne srebro . Do złota zabrakło Małyszowi tylko…braku na igrzyskach Simona Ammana który zdominował skocznie w Kanadzie .

Na trasach biegowych wśród kobiet za to rządziły głównie 2 zawodniczki Justyna Kowalczyk i norweżka Marit Bioergen. Niektórzy od naszej liderki pucharu świata oczekiwali 4 złotych medali ale jak pokazały igrzyska Polka aż taką dominatorką(czyt.astmatyczką) jeszcze nie jest . Mimo wszystko Justyna i tak zdobyła złoto na królewskim dystansie 30 km , srebro w sprincie , i brąz w biegu łączonym . Jeśli Justyna poprawi zjazdy, oraz bieg techniką dowolną to w Soczi może być jeszcze lepiej .

Nasza kolejna medalowa nadzieja Tomasz Sikora na podium nie zdołał dobiec a raczej można rzecz wystrzelać bo to okazało się być jego piętą achillesową w zawodach . Ale jeśli blisko 37 latkowi robimy wyrzuty iż medalu nie zdobył to ukazuje dobitnie poziom polskich sportów zimowych.

Miłą niespodzianką był brąz naszych panczenistek (Katarzyna Woźniak, Katarzyna Bachleda–Curuś i Luiza Złotkowska). Polki zaskoczyły nawet prezesa Nurowskiego który musiał przepraszać iż za wcześnie skreślił ich szansę .

Do pozytywów można zaliczyć występ naszych biathlonistek Weroniki Nowakowskiej i Agnieszki Cyl które potrafiły kończyć w czołowej 10 .

Dobry występ zanotowała również Kornelia Marek która zajęła 11 miejsce w biegu na 30 km .

Kompletnie zawiódł klan Ligockich który przynajmniej w tym roku nie obiecywał worka medali , jak to było 4 lata wcześniej.

Ku zaskoczeniu kibiców, na narciarskich trasach pojawili się również reprezentanci Księstwa Monako– wszyscy zawodnicy małego kraju bardzo dobrze władają językiem polskim i skupiają się na biathlonie. Jest wśród nich nawet ktoś łudząco podobny do Tomasza Sikory…

Podsumowując . Do Kanady przyjechały reprezentacje 82 państw – 2632 zawodników. Nie zabrakło takich krajów jak Pakistan, Ghana, Bahamy (szczególne tradycje w sportach zimowych), Kajmany, Liban czy Bermudy! I rzecz jasna niezawodna Jamajka! Biało-czerwoni pojechali na ZIO w składzie: Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Podobno przyleciało też 45 innych zawodników, ale są co do tego poważne wątpliwości.

Potęgą w zime nie byliśmy , nie jesteśmy , i nie będziemy ale progres do tego co było przed 86 laty kiedy odbyły się pierwsze igrzyska        (8 reprezentantów , 0 medali Polaków ) widać ogromny .

mar
01

Piłkarze Wodzisławskiej Odry czym prędzej będą chcieli zapomnieć o rundzie jesiennej naszej ekstraklasy .

Po 17 kolejkach klub ma zaledwie 11 punktów i zamyka tabelę ligową.Jak wiadomo od dawna Odra jest zespołem który ma zapisane w gwiazdach utrzymanie w lidze.Od 13 lat klub  tuła się w ogonie ekstraklasy , lecz zawsze rzutem na taśme ląduje na miejscu dającym kolejny sezon gry w najwyższej klasie rozgrywkowej .

Zarząd klubu w przerwie zimowej dokonał wszelkich starań by sezon ten znaczącą nie rożnił się od innych a liczba 13 dla Śląskiego klubu nie była pechowa. Do klubu trafili zawodnicy o których wcześniej Odra mogła pomarzyć , a jeden z portali internetowych pisał nawet że transfery naszego skromnego  klubu odbiły się echem w europie (Wg nas było to lekkie nadużycie) .

„Nowoczesny klub z tradycjami” jak reklamuję się Odra wzmocnił się aż 8 zawodnikami. Za wszystkim tym stoi nowy działacz klubu Dariusz Kozielski , biznesmen z branży piekarniczej.

Na pozycje bramkarza klub sprowadził  świeżo wykreowaną gwiazdę duńskich bulwarówek Arka Onyszke. „Fucking Polak” od wielu lat miał niepodważalną pozycje w lidze duńskiej, która od naszej ligi jest lepsza. Więc jeśli skupi się On na grze a nie na szykanowaniu homoseksualistów(swoją drogą ciekawe jak zareagowali na Jego transfer fani Odry o innej orientacji !?) , powinien zostać jednym z czołowych golkiperów ligi.

Rolę defensywnego pomocnika przejął wieloletni gracz Białej Gwiazdy Mauro Cantoro.Argentyczyk który lata świetności ma już dawno za sobą w słabej Odrze i tak szybko wykreuję sobie status gwiazdy .

Jako lewoskrzydłowego  kupiono kolejny piłkarski zabytek 33 letniego Brazylijczyka  Cristiano Pereira De Souza czyli poprostu Brasilia.Znany z występów w Wiśle gracz , ściągnięty został rodem z Korei , gdzie w 15 meczach zdobył 6 goli i zdobył mistrzostwo Kraju.

Na lewą obrone kupionio Słowaka  Filipa Luksika,a na środek defensywy  Stanislava Velickiego.

Na lewą pomoc sprowadzono znanego z Zagłebia Roberta Kolendowicza , a na prawą Gruzina  Kobe Szalamberidże .

Odpowiedzialny w Odrze za transfery członek zarządu Dariusz Kozielski długo negocjował wypożyczenie ze szwajcarskiej Bellinzony napastnika Ikechukwu Kalu, ale piłkarz ma chroniczne kłopoty z kontuzjowanym mięśniem czworogłowym uda. Zdaniem działaczy Odra nie ma czasu, by czekać, aż dojdzie on do pełnej dyspozycji.

Przynajmniej na razie upadł również temat ściągnięcia z Kostaryki prawego obrońcy Roya Smitha Lewisa (Brujas FC) czy Brazylijczyka Eversona z Dynama Ceske Budejovice. Powód to formalności.

Kozielski w większości zrealizował to, co sobie założył.

Teraz trzeba oczekiwać czy piłkarze powoli przechodzący na piłkarską emeryture,lub nie łapiący się w średniakach lig takich jak Czeska czy Słowacka są  w stanie zapewnić kibicom z Bogumińskiej kolejny rok emocji w naszej słabej ale jednak ekstraklasie.

Jedno jest pewne Odra napewno nie odpuści,  gdyż prorokujemy że gdy spadną  to kolejne 13 lat mogą w najwyższej klasie rozgrywkowej nie zawitać .

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.